WINA FERDYNANDA

PRF
To wszystko wina Ferdynanda Porsche. To znaczy można go obwiniać za wiele rzeczy, w tym za umieszczenie silnika w bagażniku, albo za nieudane czołgi, ale jednak najbardziej zawinił w kwestii pojazdów hybrydowych. Bez jego obsesji na tym punkcie ekolodzy mieliby dziś jeden argument mniej...

Pierwszą hybrydę nasz winowajca zaprojektował już przed końcem XIX wieku. Ambitnie podsedł do kwestii projektowania układu, który dziś nazywamy hybrydą szeregową - w jego pierwszym projekcie, nazwanym La Toujours Contente, silnik spalinowy napędzał generator, wytwarzający prąd elektryczny, poruszajacy z kolei cztery silniki, zabudowane w piastach kół. De facto była to więc hybryda z napędem na cztery koła. W praktyce sprawdziło się rozwiązanie prostsze, z napędem tylko na dwa koła. Z okazji premiery współczesnych hybryd Porsche odbudowano wehikuł o nazwie Lohner-Porsche Semper Vivus z 1900 roku. Seryjnie budowano auto o nazwie "Mixte" i takim to wozem sam Ferdynand wygrał wyścig górski w 1902 roku. Inżyniera najbardziej pociągało to, że zbędne stawały się ciężkie przekładnie, półosie i tak dalej - niestety ówczesne silniki elektryczne miały ogromną masę i sterowanie autem wymagało potężnej siły fizycznej.

Na powszechną popularność hybryd było jeszcze za wcześnie. Za to druga wojna światowa dała Ferdynandowi kolejną szansę: wystartował w konkursie na nowy czołg ciężki. Zaprojektowane przez niego hybrydowe podwozie niestety okazało się komicznie zawodne, a gdy wóz zakopał się w piachu, przeciążone silniki elektryczne płonęły. W rezultacie wściekły Hitler kazał wybrać konwencjonalne podwozie Henschla do nowego czołgu Tiger, zaś na wyprodukowanych już podwoziach Porsche powstały działa samobieżne, nazywane, podobno z zemsty, "Ferdinand". Miały mnóstwo wad, z których część usunięto w wersji rozwojowej Elefant.

Od wielu lat różne firmy i instytucje pracują nad hybrydowymi pojazdami wojskowymi, mają one bowiem te same zalety, które widział Ferdynand, ale dzisiejsza technika pozwala stworzyć konstrukcje praktyczne i niezawodne. Przykładem takiego pojazdu jest amerykański General Dynamics RST-V Shadow, trudnowykrywalny pojazd rozpoznawczy dla piechoty morskiej. Dzięki elektrycznemu napędowi poszczególnych kół ma niespotykany skok zawieszenia i ogromne możliwości zmiany prześwitu, zdolność do cichej jazdy tudzież możliwość zmniejszenia emisji podczerwieni. Militarnych hybryd będzie bez wątpienia przybywać w kolejnych latach.

Jest jeszcze inna dziedzina, w której każdy z nas od dekad korzysta z hybryd i o tym wcale nie wie. To kolej żelazna. Lokomotywy z silnikami wysokoprężnymi zazwyczaj korzystają z tak zwanej przekładni elektrycznej, czyli są szeregowymi hybrydami - silnik spalinowy porusza generator, który z kolei zasila silniki elektryczne. Znana i nadal popularna na polskich stacjach kolejowych lokomotywa SM42 to także hybryda.

Samochodowe hybrydy wróciły do łask wskutek działań polityków - sztuczne normy emisji spalin zachęcały producentów do budowania aut, które w cyklu miejskim, równie sztucznym, zużywały mniej paliwa. Chodzi tu nie tylko o hybrydy szeregowe, ale także i równoległe, gdzie silnik spalinowy może jednocześnie napędzać koła wraz z elektrycznym. Dla maksymalnej wydajności w ruchu miejskim, w którym hybrydy są najskuteczniejsze, silnik spalinowy musi być z definicji "za słaby", jego niedostatki momentu obrotowego uzupełnia jednostka elektryczna. Silnik spalinowy pracuje też zazwyczaj w węższym zakresie obrotów - co oznacza możliwość obniżenia jego masy i zwiększenia niezawodności.

Pierwszymi seryjnymi hybrydami nowej ery były samochody Audi Duo (ktoś je jeszcze pamięta?) oraz Honda Insight pierwszej generacji. Obecnie większość producentów ma w swojej ofercie hybrydy, bo zachęcają do tego rozmaite zabiegi fiskalne. Produkcja hybryd zużywa więcej energii niż zwykłych aut, ale cóż z tego. Politycy lubią karmić wyborców mrzonkami.


Moje długoletnie doświadczenie nauczyło mnie tyle, że jeśli już jeździć hybrydą, to raczej produkcji Toyoty - tamtejsi inżynierowie najlepiej opanowali tworzenie rozwiązań, które absolutnie nie wymagają przyzwyczajenia od kierowcy. Hybrydy BMW i Mercedesa też są coraz lepsze, ale do japońskich im daleko. Co najzabawniejsze, korzystamy z pomysłów Ferdynanda, by chronić przyrodę. Ciekawe, co sam pan Porsche, konstruktor broni pancernej, powiedziałby na taką motywację...
Trwa ładowanie komentarzy...