SZYBKA RANDKA Z WRC

Ford Focus WRC
Ford Focus WRC Bartłomiej Szyperski/carpressphoto.pl
Starzy ludzie lubią wspominać, więc ja też. Przypomnę Wam tym razem wizytę na nieczynnym lotnisku w Carlisle na pograniczu Szkocji i Anglii, gdzie dla kilku dziennikarzy ze świata zorganizowano kilka lat temu pożegnanie z ostatnim dwulitrowym samochodem WRC.

Zaczęło się zdziwieniem. Zadzwonił do mnie nagle Mark, oficer prasowy rajdowego teamu Forda w mistrzostwach świata. Znałem go od lat. Powiedział, że Ford zdecydował się zorganizować jazdy dla kilku dziennikarzy ostatnim dwulitrowym samochodem WRC. Na takie zaproszenia odpowiada się zawsze twierdząco. Pierwszy termin jazd odwołano, bo Ken Block właśnie doszczętnie rozbił swojego Focusa i M-Sport musiał mu dostarczyć wóz zastępczy na kolejny rajd. Poczekałem cierpliwie i wraz z fotografem tudzież operatorem udałem się do Szkocji.

Przy kolacji w dniu przyjazdu długo dyskutowałem z Mikko Hirvonenem, którego autem miałem jeździć nazajutrz. Sympatyczny Fin przyznał mi się wtedy, że marzy o przejażdżce wyścigowym samochodem z zawodów NASCAR. Poinformowano nas także, iż każdy dziennikarz przejedzie się najpierw z nim jako pasażer, by potem zrealizować własny materiał przez kolejne pół godziny. Proste?

Proste, ale nie dla każdego. Pewna pani z polskiego oddziału Forda dowiedziała się, że centrala z Wielkiej Brytanii zaprosiła mnie na owe jazdy i zadzwoniła do owej centrali z awanturą, próbując nakłonić Brytyjczyków do usunięcia mnie z listy. To się nie udało, a dla świętego spokoju pozwolono jej zaprosić dodatkowo drugiego dziennikarza. Ów kolega, skądinąd miły, gdy przyszła jego kolej na prowadzenie auta, po przełączeniu mapy silnika na rajdową i włączeniu ALC zaczął irytująco wolno, na pierwszym i drugim biegu, jeździć sobie po wyboistym terenie lotniska. Minęło jego trzydzieści minut, potem następne... Powoli ogarniała mnie furia. Zbliżał się czas odjazdu na lotnisko w Glasgow i wyglądało na to, że nici z materiału. Silnik, katowany na niskich biegach, cierpiał.

Jeden z moich ludzi zasugerował, abyśmy sfilmowali kolegę w akcji i rozpowszechnili nagranie w internecie. Ośmieszyłoby go to na wieki i zapewne zaprzeczyłoby zawartości jego publikacji. Nie pozwoliłem na to, bo to zwyczajnie nie w moim stylu. Na szczęście kolega poddał się i na jazdy dla mnie zostało zaledwie 20 minut. Zapytałem Hirvonena, czy zgodzi się od razu jechać na prawym fotelu, bo nie mamy czasu na inne zabawy. Z kamienną twarzą wzruszył ramionami i odparł "przecież jestem Finem."

Pasy zapięte, mapa oesowa włączona, ALC włączone, jazda. Chwilę zajmuje mi przyzwyczajenie się do sprzęgła. Biegi w ostatniej generacji Focusa WRC zmieniało się jedną sporą łopatką po prawej stronie, do siebie - bieg w górę, od siebie - w dół. Większość samochodów wyścigowych, którymi wcześniej jeździłem, miała te dwie funkcje rozdzielone na dwie łopatki, nauczenie więc mojego starego mózgu nowego systemu zajęło chwilę.

Jedziemy. Mikko ma tak obojętną minę, jakby jechał autobusem miejskim w Helsinkach. Samochód brzmi i przyspiesza wściekle, a zawieszenie Reiger wsysa doły i wykroty, jakby ich wcale nie było. Przez głowę przebiega mi myśl, że wszystkie Ferrari i Lamborghini, jakimi w życiu jeździłem, przy tym z pozoru skromnym rajdowym samochodzie, to po prostu żałosny złom. Sposób, w jaki silnik produkuje moment obrotowy w połączeniu z organicznie naturalnymi reakcjami podwozia, to kosmos. Inny matrix. Równoległy wszechświat. Zaczynam naprawdę dobrze się bawić.

Mikko odzywa się od niechcenia i każe mi wjeżdżać bez obawy bokiem w większe doły. "Prędzej twój kręgosłup pęknie niż amortyzator" - dodaje gwoli wyjaśnienia. Ma rację. Niczym na magicznym dywanie, Focus WRC płynie wierzchem nierówności, a koła nie tracą kontaktu z nawierzchnią. Na wyjściach z łuków auto odpycha się od śliskiej nawierzchni niczym zając, zmykający przed drapieżnikiem. Albo gepard ruszający za antylopą. Albo hipopotam, którego wkurzyli natrętni turyści.

Czuję się już bardzo swobodnie, ale nagle silnik zaczyna pracować strasznie nierówno. Hirvonen klnie po fińsku przez interkom, zgaduje, że pękł tłok. Z ciężkim sercem zjeżdżam do serwisu. Koniec zabawy. W dodatku musimy już pędzić na lotnisko. Nacieszyłem się potężnym Focusem WRC, bagatela, 20 minut. Gdy już jestem przebrany i wsiadam do busa, dowiaduję się, że to tylko jedna z cewek zapłonowych wyzionęła ducha. Uff. Nie jest miło, gdy takie auto się nagle psuje. Zostają mi wspomnienia i film. A do kolekcji objeżdżonych rajdówek grupy 4, grupy B, S2000 i WRC chętnie dodałbym jakieś auto R5...

Trwa ładowanie komentarzy...