O autorze
Od 26 lat pisze o samochodach, nie tylko w Polsce, ale także w kilkunastu innych krajach - w tym we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Grecji, USA i RPA. Redaktor naczelny miesięcznika Motor Hobby, redaktor naczelny tygodnika Motor, twórca miesięcznika Moto Magazyn, pierwszy redaktor naczelny polskiej edycji miesięcznika TopGear, redaktor naczelny kwartalnika Ramp. Jedyny Polak, który publikował w oficjalnym miesięczniku właścicieli samochodów Bugatti "Ettore". Jedyny wschodnioeuropejski dziennikarz, który na legendarnym Festiwalu Prędkości w Goodwood występował przez 5 lat jako kierowca fabryczny. Pierwszy Polak, który startował w wyścigu Le Mans Classic. Jeździ samochodami, którymi nie jeździ nikt.

LATAJĄCA PRZESZŁOŚĆ

Samolot Supermarine Spitfire
Samolot Supermarine Spitfire Patrycja Frankowska
Na świecie latają tysiące zabytkowych samolotów, u nas to na razie sympatyczny margines lotnictwa, zazwyczaj samodzielnie finansowany przez rozmaitych hobbystów. W Wielkiej Brytanii i USA to także poważny biznes, a najlepszą okazją do podpatrzenia skali zjawiska są wielkie pokazy lotnicze.

Letnie pokazy pod nazwą Flying Legends, odbywające się na lotnisku Duxford, w hrabstwie Cambridgeshire, na terenie jednej z placówek Imperialnego Muzeum Wojny, prezentują kategorię samolotu znaną jako "warbird". Obejmuje ona zazwyczaj samoloty bojowe, najczęściej z okresu drugiej wojny światowej, doprowadzone z powrotem do stanu lotnego. Czasem znajdowano je na pomnikach przy bramach baz lotniczych, czasem w ekspozycjach statycznych w muzeach, czasem na dnie bagien, rzek czy jezior. Renowacja sporo kosztuje i długo trwa, ale jest to tak poważny biznes, że istnieje cała gama firm na świecie, które utrzymują się z prac tego rodzaju.

Jeśli będziecie mieć niebywałe szczęście, to Waszego Focke-Wulfa 190 lub Messerschmitta Bf-109 najlepiej wyremontuje niemiecka firma MeierMotors, a jeśli kupicie sobie myśliwiec Spitfire - może brytyjska Aircraft Restoration Company. Po remoncie wcale nie robi się tanio, bo utrzymanie samolotu w idealnym stanie sporo kosztuje. Na przykład śmigło do samolotu Hurricane czy Spitfire kosztuje 100 tysięcy funtów szterlingów, i dostać je można tylko w jednej firmie na świecie. Sam samolot, gotowy do lotu, jednosilnikowy myśliwiec z drugiej wojny, to suma pomiędzy milionem i prawie czterema milionami dolarów.

Niektórzy kupują samoloty, by zarabiać na pokazach lotniczych, udziale w filmach lub, w niektórych sytuacjach, wozić pasażerów. Po zmianach angielskich przepisów już trzy firmy oferują loty w dwumiejscowych samolotach Spitfire - 20 minut lotu kosztuje w przeliczeniu na złotówki 12500. Jedno z przedsiębiorstw oferuje także szkolenie, owocujące dopuszczeniem do samodzielnych lotów samolotem Supermarine Spitfire - w Polsce takie uprawnienia ma jeden człowiek, pilot i kolekcjoner, pan Jacek Mainka.

Wyjątkowe w USA i Wielkiej Brytanii jest organizowanie się ludzi w grupy i konsorcja, które składają się na remonty i utrzymanie samolotów. Takie spódzielnie są w posiadaniu naprawdę wyjątkowego sprzętu - w USA latają dwa bombowce B-29, w Anglii jeden B-17 i amfibia Catalina. Przywrócenie do stanu lotnego i wieloletnia bezpieczna eksploatacja odrzutowego bombowca Avro Vulcan w Wielkiej Brytanii to dzieło fundacji "Vulcan to the sky", która praktycznie całość działalności finansowała z datków i sprzedaży gadżetów. Instytucje państwowe rzadko angażują się finansowo w przywracanie statków powietrznych do stanu lotnego, w Anglii wyjątkiem jest Battle of Britain Memorial Flight, czyli eskadra historyczna Królewskich Sił Powietrznych.

W najbliższej przyszłości na taki rozwój zabytkowego lotnictwa w Polsce nie widzę szans, z wielu powodów. Tymczasem zachęcam do letnich wizyt w Wielkiej Brytanii - na razie jeszcze jest w Unii, bilety lotnicze nie kosztują zbyt wiele, a szanse obcowania z latającą historią - są naprawdę wyjątkowe.
Trwa ładowanie komentarzy...