O autorze
Od 26 lat pisze o samochodach, nie tylko w Polsce, ale także w kilkunastu innych krajach - w tym we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Grecji, USA i RPA. Redaktor naczelny miesięcznika Motor Hobby, redaktor naczelny tygodnika Motor, twórca miesięcznika Moto Magazyn, pierwszy redaktor naczelny polskiej edycji miesięcznika TopGear, redaktor naczelny kwartalnika Ramp. Jedyny Polak, który publikował w oficjalnym miesięczniku właścicieli samochodów Bugatti "Ettore". Jedyny wschodnioeuropejski dziennikarz, który na legendarnym Festiwalu Prędkości w Goodwood występował przez 5 lat jako kierowca fabryczny. Pierwszy Polak, który startował w wyścigu Le Mans Classic. Jeździ samochodami, którymi nie jeździ nikt.

CAŁOROCZNE

Porsche 718 Cayman w pobliżu drogi 114 PRF
Nie słuchajcie głupich "opinii" z internetu, porad ludzi, którzy nigdy nie jeździli takim samochodem i innych fake news. Wszystkie samochody Porsche, absolutnie wszystkie modele marki z Zuffenhausen nadają się do jazdy w zimie.

Gadanie, że na zimę Porsche musi być czteronapędowe to obowiązująca od wielu lat w Polsce samochodowa ewangelia. Najlepiej Cayenne albo Macan, bo Porsche z napędem na jedną, tylną oś rzekomo zimą jeździć się nie da.

To kompletna bzdura. Od samego początku, od 1948 roku, auta marki Porsche są chętnie wykorzystywane w zimie, początkowo nawet pomimo kiepskiej skuteczności ogrzewania kabiny.

Powody były na początku trzy. Po pierwsze, umieszczony z tyłu silnik dociąża koła napędzane, więc zimą Porsche 356 z malutkim silniczkiem podjeżdżało pod górę, u podnoża której buksował bezradnie, niczym żuk gnojarz przewrócony na grzbiet, wielki Mercedes z silnikiem z przodu i napędem na tylne koła. Drugi powód: chłodzenie powietrzem oznaczało zero problemów z zamarzaniem płynu chłodzącego i jego wyciekami. Po trzecie wreszcie, precyzja układu kierowniczego, mimo braku wspomagania, wzmagała szanse kierowcy w płynnej jeździe poślizgami. W latach 50. czy 60. nie było samochodów typu SUV, napęd na cztery koła występował raczej w pojazdach wojskowych, i nikogo nie przerażało jeżdżenie w zimie z napędem na jedną oś.

Tak mi się przytrafiło, że bardzo dużo jeździłem samochodami Porsche zimą, w tym długo Caymanem. Mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że nie znam lepszego samochodu zimowego niż Cayman albo Boxster z produkowanym do niedawna wolnossącym silnikiem (tymi nowszymi z turbo też się dobrze jeździ, ale nie tak dobrze, bo nie ma cudów i żaden silnik doładowany nie potrafi reagować równie błyskawicznie i zarazem subtelnie na komendy wydawane przez pedał gazu). Opony - najwęższe rekomendowane przez fabrykę, koniecznie jak najlepsze zimówki, warto wiedzieć, że przewagę mają wersje aut z mechaniczną blokadą mechanizmu różnicowego. Można wyłączyć PSM i cieszyć się jazdą po śniegu i lodzie.

Nie chodzi o to, by jechać głupio szybko, ale o radość z każdej reakcji samochodu, z każdej idealnie pokonanej sekwencji zakrętów. Są, naturalnie, i wady. Przy ruszaniu z miejsca oczywiście auto z napędem dwóch osi ma przewagę, ale czy w dalszej części trasy nadal ją zachowa, zależy już tylko od kierowcy - szczególnie, jeśli jest bardzo ślisko, albo panują zmienne warunki. Drugi minus to fakt, że w przeciwieństwie do aut z silnikiem z przodu, w tylnosilnikowych Porsche nie występuje "heat soak", czyli promieniowanie ciepła spod maski w okolice szyby przedniej. Jeśli na szybie zamarza lód albo marznący deszcz, robi się kiepsko.

Niestety Porsche upiera się, by nie montować w swoich samochodach elektrycznie podgrzewanej szyby przedniej, która ten problem rozwiązałaby w mgnieniu oka. Przy okazji: kabriolety Porsche WSZYSTKIE też są całoroczne, a przeświadczenie, że pod miękkim dachem jest zimniej albo jakoś gorzej niż pod blaszanym, jest dalekie od prawdy.

Jeśli musicie koniecznie zachować się zgodnie ze stereotypem, kupcie sobie na następną zimę Carrerę 4, Macana, Cayenne albo Panamerę. Jeśli chcecie zaś odczuwać przyjemność z jazdy, to koniecznie Boxstera albo Caymana, inaczej bowiem nigdy nie dowiecie się, ile tracicie.
Trwa ładowanie komentarzy...