O autorze
Od 26 lat pisze o samochodach, nie tylko w Polsce, ale także w kilkunastu innych krajach - w tym we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Grecji, USA i RPA. Redaktor naczelny miesięcznika Motor Hobby, redaktor naczelny tygodnika Motor, twórca miesięcznika Moto Magazyn, pierwszy redaktor naczelny polskiej edycji miesięcznika TopGear, redaktor naczelny kwartalnika Ramp. Jedyny Polak, który publikował w oficjalnym miesięczniku właścicieli samochodów Bugatti "Ettore". Jedyny wschodnioeuropejski dziennikarz, który na legendarnym Festiwalu Prędkości w Goodwood występował przez 5 lat jako kierowca fabryczny. Pierwszy Polak, który startował w wyścigu Le Mans Classic. Jeździ samochodami, którymi nie jeździ nikt.

WŁOSKI KROKODYL

Maserati GranTurismo 2018
Maserati GranTurismo 2018 PRF
Dla mnie prawdziwy samochód Gran Turismo musi mieć wielki, pozbawiony doładowania silnik, który pozwala na przyspieszanie bez wysiłku. Wszystkie inne formy napędu, w tym motory turbodoładowane, są zbyt plebejskie i w pogoni za mocą tracą potrzebną subtelność reakcji na gaz.

Nic nie poradzę, tak właśnie myślę. Włoskie samochody, które po drugiej wojnie ugruntowały definicję GT. wszystkie były właśnie takie: zdolne do pokonywania długich tras bez zadyszki, bez nerwowych, histerycznych zmian biegów, bez tego wszystkiego, od czego stronią ludzie, rozumiejący jakość garnituru Brioni i mokasynów Gancini Bit Driver od Salvatore Ferragamo.

Według mnie Maserati GranTurismo nie potrzebowało wizualnego odświeżenia, ale i tak je otrzymało - dostępne są konfiguracje Sport i MC, także pakiet SportLine. Samochód ten wygląda równie dobrze jak wtedy, gdy powstał. Co z tego, że jest trochę ciężki, jeśli w jego wyglądzie widzę echa A6GCS i innych arcydzieł z Modeny? Wygląda imponująco, a wybrzuszenia nad błotnikami, jak kroplowate formy za reflektorami Porsche 911, pomagają kierowcy precyzyjnie ustawić auto w zakręcie. Jest spore, ale jadąc szybko na próżno szukam banalnej podsterowności: na suchej nawierzchni i w granicach rozsądku nie ma jej ani śladu.

Nie jest to zupełnie samochód dla miłośnika gier na konsolach, ani dla wychowanka przekładni DSG w służbowym Passacie, ani dla fanatyka wyścigów na ćwierć mili. To ostatni tak analogowy, fantastycznie neutralnie się prowadzący samochód na rynku. W żadnym momencie nie wydaje się przestarzały, przeciwnie, komunikuje się z kierowcą tak gorliwie, jak dziś tego nie czynią żadne pseudosportowe auta. 4,7-litrowy motor V-8 o DNA wywodzącym się z Ferrari ma 460 KM i 520 Nm momentu, ale bardziej się liczy jego elastyczność, rozleniwiona siła i dźwięk, przy którym syntetyczny gang z głośników mocnego Audi czy BMW wydaje się tylko przebojem disco polo, słuchanym na babcinym tranzystorze.

Jest tutaj i wydajna nawigacja, i bardzo wyrafinowany układ ESP (MSPII) i inne cuda, ale nie przesłaniają one prostego piękna każdej chwili jazdy dwudrzwiowym Maserati. Elektronika nie maskuje niedostatków podwozia, ani błędów konstrukcyjnych. GranTurismo jest trochę jak krokodyl, który powinien był wymrzeć wraz z dinozaurami, ale miał presję historii w nosie i żyje sobie w najlepsze. Dla mnie to najprzyjemniejszy dziś produkowany samochód z jedną parą drzwi. Jest jak randka z wiecznie młodą Sophią Loren, jak picie prosecco w rzymskim barze z wiecznie młodym Mastroiannim, jest jak przypatrywanie się Michałowi Aniołowi, malującemu coś na suficie jakiegoś kościoła. To dzieło sztuki.
Trwa ładowanie komentarzy...