O autorze
Od 26 lat pisze o samochodach, nie tylko w Polsce, ale także w kilkunastu innych krajach - w tym we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Grecji, USA i RPA. Redaktor naczelny miesięcznika Motor Hobby, redaktor naczelny tygodnika Motor, twórca miesięcznika Moto Magazyn, pierwszy redaktor naczelny polskiej edycji miesięcznika TopGear, redaktor naczelny kwartalnika Ramp. Jedyny Polak, który publikował w oficjalnym miesięczniku właścicieli samochodów Bugatti "Ettore". Jedyny wschodnioeuropejski dziennikarz, który na legendarnym Festiwalu Prędkości w Goodwood występował przez 5 lat jako kierowca fabryczny. Pierwszy Polak, który startował w wyścigu Le Mans Classic. Jeździ samochodami, którymi nie jeździ nikt.

RENESANS PIĘKNA

BMW Pininfarina Gran Lusso Błażej Żuławski/RAMP
Dawno, dawno temu nie każdego było stać na samochód. Poza banalnymi pudełkami w rodzaju Forda T powstawało mnóstwo unikatowych wozów, które stanowiły manifestacje indywidualnych gustów, potrzeb i głębokości portfeli właścicieli. U producenta automobili zamawiano podwozie z napędem, a nadwozie powstawało w specjalistycznej firmie karoseryjnej, która niczym krawiec haute couture odziewała mechanikę w oryginalne szaty. Zamówienie nadwozia w kształcie drewnianej łodzi motorowej albo specjalnego wozu do polowań na tygrysy w Indiach nikogo nie dziwiło. Firmy karoseryjne zaczęły znikać w latach 50. XX wieku, okres powojennej biedy nie sprzyjał bowiem ekstrawagancjom. Potem przeżyły kolejny kryzys, gdy wielkie koncerny samochodowe zrewidowały metody produkcji. Teraz znów podnoszą głowy. I to dla nas, entuzjastów samochodów, bardzo dobrze.

Podczas niedawnego konkursu elegancji samochodów w Villa d'Este nad jeziorem Como miał swoją premierę prototyp, który powstał w wyniku niezwykłej współpracy: oto firma Pininfarina wspólnie z BMW stworzyła prototyp Gran Lusso. To dwudrzwiowe coupe na bazie serii 7, które zaprojektowano pozostawiając włoskiemu domowi projektowemu, pracującemu pod kierunkiem dyrektora designu, Fabio Filippiniego, wiele swobody. Karim Habib, szef designu marki BMW, dbał o to, by powstający wóz nie przestał nosić cech szczególnych DNA bawarskiej firmy, a Filippini o to, by auto nadal było rozpoznawalne jako kreacja Pininfariny.



Można w prototypie znaleźć hołd oddany rekinowatemu dziobowi samochodów BMW sprzed 30 lat, charakterystyczne "ugięcie Hofmeistra" u nasady tylnego słupka tudzież proporcje typowe dla BMW, ale widać w nim też dokładnie gładkość i czystość linii, znane z kilkudziesięciu lat historii marki, która "etatowo" projektuje samochody dla Ferrari. Najbardziej przypadło mi do gustu wysmakowane wnętrze, w którym oprócz specjalnej, spatynowanej skóry użyto włoskiej tkaniny, której używa się do szycia garniturów, a także drewna Kauri, pochodzącego z drzew, które na Nowej Zelandii przewróciły się w błoto dokładnie 48 tysięcy lat temu.

Villa d'Este to trudne miejsce do prezentacji przełomowego prototypu - na tle najwspanialszych projektów z historii motoryzacji, obok niewiarygodnego Bugatti Atlantic z kolekcji Ralpha Laurena, prototypów Lamborghini i Ferrari czy niesamowitych limuzyn Isotta Fraschini czy Hispano-Suiza wymyślne dzieła projektantów wypadają zwykle blado. Kreacja Pininfariny i BMW broniła się jednak skutecznie, podobnie jak dwa inne auta, budowane w mikroskopijnych seriach w sposób nawiązujący do tradycji domów karoseryjnych: Alfa Romeo Disco Volante z mediolańskiej firmy Touring i Alfa Romeo TZ3 autorstwa Zagato.

Pierwszy wóz nawiązuje do prototypów o nazwie Disco Volante, czyli "latający talerz" z lat 50. Carrozzeria Touring to mediolańska marka o bogatej tradycji, firma, która zasłynęła kiedyś stworzeniem metody budowy lekkich karoserii aut wyczynowych, opatrywanych przydomkiem "Superleggera". Reaktywowana kilka lat temu firma, jednocześnie właściciel marki szprychowych kół Borrani, oferuje klientom Shooting Brake na bazie Bentleya, kombi na bazie Maserati oraz budowane ręcznie coupe Disco Volante, wykorzystujące mechanikę Alfy Romeo 8C.

Z kolei Zagato jest firmą, również niedawno ożywioną, która dała światu wiele niepowtarzalnych wersji Alfy Romeo, Astona Martina DB4 GT Zagato i wiele innych niezapomnianych dzieł (wśród nich moim osobistym faworytem jest Lancia Hyena). TZ3 Stradale to budowane ręcznie auto (każda sztuka wymaga ponad 4000 roboczogodzin) z silnikiem Dodge'a Vipera ACR - za niespełna pół miliona euro daje więcej prezencji i oryginalności niż hybrydowy McLaren P1.

Niegdyś ludzie o dobrym guście zamawiali u firm takich jak te wspaniałe dzieła sztuki na kołach, rzeźby z drewna i metali. Bez nazw takich jak Saoutchik, Figoni & Falaschi, Labourdette, Letourneur & Marchand, Thrupp & Maberly, Brewster, samochodowy świat byłby o wiele uboższy. Całe szczęście więc, że w powodzi plastikowej bylejakości ekskluzywne piękno powraca. To, co jest dostępne dla wszystkich, nie może mieć wielkiej wartości. Gdyby Picasso byle komu malował w domu coś na ścianie, byłby tylko malarzem pokojowym...
Trwa ładowanie komentarzy...